Śmierć – ostateczna motywacja do działania

Dzisiejszy wpis zacznę od momentu, gdy…

Porzuciłem wszystkie swoje cele…

Jeżeli śledzisz moje vlogi, to miałeś szansę natknąć się na odcinek, w którym ostro narzekałem na posiadanie sztywno wyznaczonych celów.

Mówiłem wówczas, że porzucam je całkowicie. A zamiast tego będę skupiać się na stawianiu małych kroków prowadzących mnie do idealnej wizji mojego życia. Krok po kroku. Bez pushingu.

W chwili, gdy nagrywałem ten odcinek, byłem przemęczony, zestresowany, niepewny co do swojej przyszłości. Byłem przeładowany, a konieczność dziennego realizowania zadań była dla mnie bardzo męcząca. I’m too old for this sh…!

Dlatego czerwiec był takim miesiącem, w którym głównie dryfowałem po oceanie obowiązków. Byłem skupiony głównie na pracy i sprawach domowych/rodzinnych. Kto zawołał, tam ja podążałem i brałem się do roboty. Zero celów, tylko bieżączka.

Wszystko zaczęło się jednak zmieniać. Na urlopie…

Życie nie znosi próżni…

… Więc określiłem cele na nowo

Na urlopie się odrobinę wyluzowałem. A wraz z narastającym spokojem i mniejszą ilością rzeczy zaprzątających głowę, zacząłem znów myśleć o celach i o tym co chcę osiągnąć.

Otworzyłem więc nową tablicę w Trello. Zatytułowałem ją roboczo „Life Plan” i zacząłem wypisywać różne rzeczy, które przychodziły mi do głowy.

Zacząłem od ogólnych celów, które chciałbym osiągnąć w tym roku lub w kolejnych latach. Na tym etapie nie zastanawiałem się zbytnio, czy te cele są realne, czy mają większy sens. Jedynym znaczącym kryterium była motywacja do ich osiągnięcia.

Patrzyłem na te wszystkie cele i myślałem: „jeśli uda mi się przynajmniej część rzeczy z nich osiągnąć, jak fajnie zmieni się moje życie, jak wiele nowych możliwości się przede mną otworzy”.

Z drugiej strony zacząłem odczuwać rozczarowanie…

… Bo miałem świadomość, że po osiągnięciu celu ta satysfakcja szybko minie.

To tak jak z gadżetem, o którym długo marzyłeś. Pierwsze dni będą niesamowite, a później ten zakup po prostu spowszechnieje. Umysł zacznie kierować się na kolejny gadżet.

Nie wiedziałem tak na dobrą sprawę, do czego to wszystko mnie prowadzi? Co osiągnięcie tych wszystkich celów zmieni w moim życiu – poza ulotną satysfakcją, jakimś rekordem, chwilową przyjemnością?

A co z moim życiem w dłuższym horyzoncie czasowym?

Czy osiągnięcie tych celów sprawi, że moje życie za 5 lat będzie lepsze, szczęśliwsze? A za 10 lat? A za 20-30?

Wszystko zmierzało do nieuchronnego końca…

W jaki sposób chcę umrzeć?

„W jaki sposób chcę umrzeć?” – to chyba najważniejsze pytanie jakie mogłem sobie zadać w kontekście ustalania celów czy formułowania swojej misji życiowej.

Wszystko co robimy (lub co pozostaje w sferze zaniechań) w naszym życiu, prowadzi nas właśnie do śmierci. Do pożegnania się z tym światem.

Wiem, wiem, brzmi nieco pesymistycznie. Ale taka jest prawda…

Jedna rzecz, jakiej możemy być pewni – przynajmniej znając możliwości współczesnej medycyny i technologii – to śmierć. W większości przypadków nie wiemy, kiedy ten koniec nastąpi. Za 5 lat. Za 30. Czy może jutro?

Nie wiem, jak u Ciebie, ale generalnie chciałbym przeżyć satysfakcjonujące, ciekawe, wartościowe (dla siebie i innych), pełne miłości życie.

Dlatego pytania, dzięki którym weryfikuję zasadność realizacji jakiegoś celu, brzmi teraz:

Czy rzeczy, którymi aktualnie się zajmuję, są spójne z moją ogólną wizją życia? Czy prowadzą mnie do jego idealnego zakończenia?

Weźmy dla przykładu sferę zdrowia

Bardzo łatwo jest znaleźć wymówkę, żeby nie wyjść na dwór i nie zrobić treningu biegowego – szczególnie, gdy jestem po pracy i najchętniej zająłbym się rzeczami niewymagającymi jakiegokolwiek wysiłku.

Krótkoterminowo zostanie w domu zapewni mi więcej przyjemności.

Długoterminowo wiem jednak, że brak ruchu nie przyniesie mi lepszych korzyści.

  • Nie sprawi, że będę mieć więcej energii.
  • Nie pozwoli mi ukończyć zawodów w szybszym czasie.
  • Nie sprawi, że wraz z wiekiem będę sprawniejszym człowiekiem.
  • Nie da mi możliwości wspólnego i aktywnego spędzania czasu z rodziną.
  • Nie sprawi, że będę wyglądał szczuplej i atrakcyjniej.
  • Nie zmniejszy występowania ryzyka różnych chorób (łącznie z zawałem)
  • Nie pozwoli mi umrzeć ze świadomością, że byłem wysportowanym, energicznym facetem.

Widząc to powiązanie między pojedynczym treningiem – który sam w sobie nie musi być mega pociągający – a perspektywą życia za rok, 5-10 lat i wizją swojej śmierci, widzę, że ma on cholernie duże znaczenie.

Ten jeden prosty trening biegowy przybliża mnie do bycia tym, kim chcę się stać i tym, jakim chcę umrzeć.

Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.