Prosty sposób, w jaki odkryłem swoje najbardziej wydajne godziny

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość: możesz realizować najważniejsze cele i zadania w taki sposób, aby pod koniec dnia nie odczuwać totalnego zmęczenia i jednocześnie mieć poczucie dobrze przepracowanego czasu.

To żadne czary. To jedynie efekt prostego, zdroworozsądkowego podejścia, polegającego na PLANOWANIU NAJWAŻNIEJSZYCH ZADAŃ W TWOICH ZŁOTYCH GODZINACH – czyli, wtedy kiedy jesteś naładowany dobrą energią, myślisz sprawnie i działasz wyjątkowo szybko.

Za pewne wielokrotnie doświadczyłeś stanu, w którym praca szła Ci nadzwyczaj sprawnie. Być może byłeś wręcz zaskoczony, ile rzeczy wykonałeś w stosunkowo krótkim czasie.

To nie przypadek. Po prostu trafiłeś w odpowiedni moment, kiedy miałeś najwięcej sił i byłeś wewnętrznie najlepiej przygotowany do pracy.

To były właśnie Twoje złote godziny. Za pewne chciałbyś wiedzieć…

Kiedy owe złote godziny występują? Albo czy można wprowadzić się w taki stan?

Mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość.

Zacznę od tej złej – nie można pracować w przez cały dzień na maksymalnych obrotach bez utraty energii. Oczywiście w niektórych sytuacjach, np. pod wpływem stresu, nasz mózg potrafi wygenerować tyle adrenaliny, że czujemy się nakręceni przez wiele godzin bez potrzeby wspomagania się kawą. Są to jednak wyjątkowe sytuacje, które nasz organizm musi później odreagować – np. w kolejnych dniach czujemy się przemęczeni i osowiali. Czy rzeczywiście Ci na tym zależy?

Złote godziny to pewien wycinek Twojej doby. Jedni ludzie potrafią utrzymać ten stan przez wiele godzin, inni mają dość ograniczone okno czasowe.

Dobra wiadomość jest taka, że…

W dość prosty sposób możesz zbadać, kiedy czujesz się najbardziej naładowany

Do opracowania tego wpisu zainspirowała mnie rada, aby najważniejsze zadania rozpoczynać do razu po przyjściu do pracy (autorstwa Leo Babauty, Brendona Burcharta czy Briana Tracy’ego).

Z moich obserwacji wynika, że większość pracowników biurowych swoje pierwsze kroki kieruje do kuchni po kawę :), przy okazji porozmawia z ludźmi, a następnie odpala komputer i pocztę e-mail. Dopiero po przewertowaniu najświeższych maili zaczyna się „poważna” robota.

Według autorów powyższej techniki, rano jesteśmy najlepiej dysponowani, a rozpoczynanie dnia od poczty sprawia, że inni zaczynają dominować naszym dniem, narzucając nam ich priorytety.

Czyżbyśmy zatem popełniali błąd?

Aby to zweryfikować na własnej skórze, postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment.

Eksperyment godny prawdziwego geeka – dodam od razu 🙂 Przez kilka dni z rzędu (wykluczając weekendy) równo co godzinę, a czasami nawet co pół godziny, zadawałem sobie pytanie: „Jaki mam aktualnie poziom energii – w skali od 1 do 5?”.

Jedynka oznaczała, że byłem całkowicie bez sił — równie dobrze mógłbym położyć się spać albo uciąć sobie drzemkę. W przypadku piątki byłem tak naładowany, że miałem ochotę biegać i skakać. Czwórka mówiła ogólnie, że czułem się bardzo dobrze.

Odpowiedzi na tak prosto postawione pytanie wklepywałem regularnie do Excela. Aby nie zapomnieć o godzinach pomiarów poziomu energii, ustawiałem sobie budzik lub „przypominajki” w telefonie. Dodam tylko, że nie zależało mi na uzyskaniu laboratoryjnych rezultatów. Chciałem poznać pewien w miarę realny trend.

Oto efekt końcowy w postaci pięknej tabelki.

TabelkaGdyby zrobić z tego wykres w oparciu o średnią na godzinę, wyszedłby taki oto szlaczek.

Wykres - złote godziny

Bez wnikliwej analizy widać, że moje złote godziny występują miedzy 10:00 a 12:00

  • Po 12:00 wskaźnik mojej energii stopniowo spada. Od 13:00 następuje bardzo duży regres, co pewnie wynika z faktu, że miedzy tymi godzinami najczęściej spożywam posiłek.
  • Wystrzał dodatkowej energii występuje jeszcze między 15:00 a 16:00.
  • Moje najgorsze godziny, nie licząc poranku, to zdecydowanie przedział między 17:30 a 19:00.
  • Po 20:00 następuje jeszcze mała reaktywacja, ale nie na tyle duża, żebym mierzył się z ambitnymi wyzwaniami (choć co ciekawe, to wieczorem zabieram się za pisanie wpisów).

A jak to wygląda u Ciebie?

Nie zamierzam ukrywać, że na punkcie tabelek jestem po prostu zboczony 🙂 A tak na poważnie – lubię w twardy sposób mierzyć rzeczy „miękkie” i móc je zwizualizować np. na wykresie.

Dlatego nie namawiam Cię do tak systematycznego (rygorystycznego wręcz) wypełniania tabelki w Excelu.

Warto po prostu być wrażliwym na zmiany w swoim samopoczuciu i notować, choćby w podręcznym kalendarzu, kiedy czujemy się w pełni sił, a kiedy nasze poziomy energii szorują po dnie. Po kilku dniach takiej autoanalizy, odkryjesz, w jakich porach czujesz się najlepiej.

Gdybyś jednak chciał pobawić się przez kilka dni w tabelkowanie ;), możesz ściągnąć mój szablon.

Podsumowując, w ciągu dnia dysponuję ok. trzema złotymi godzinami.

Jeżeli, tak jak u mnie, ranek jest Twoim najlepszym okresem na pracę, wówczas:

  • najważniejsze lub najtrudniejsze zadania powinieneś planować właśnie do południa
  • umawianie spotkań roboczych między 10:00 a 12:00 jest czystym marnotrawstwem czasu i energii. Wyjątkiem mogą być spotkania, na których poruszane są problematyczne kwestie, wymagające świeżości umysłu.
  • zadania mniej krytyczne powinieneś zaplanować po 13:00
  • w momentach całkowitego dołka energetycznego, o ile to możliwe, najlepiej po prostu udać się na lunch 😉

Oto cały sekret efektywnego wykorzystania naszych najlepszych godzin w ciągu doby. Wygląda zatem, że Leo Babauta i Brendon Burchard mieli rację 🙂

Jeśli tylko masz ochotę, bardzo gorąco zachęcam Cię do pozostawienia komentarza. Jestem bardzo ciekaw, w jakich godzinach Tobie pracuje się najlepiej, czy właśnie wtedy planujesz najtrudniejsze zadania?

Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.