Jak pracować 4 dni w tygodniu zamiast 5? – Trzy różne pomysły do wypróbowania

Dzisiaj odpowiadam na pytanie, jak pracować krócej. A dokładniej, jak mieć 3-dniowy weekend dzięki zmniejszeniu czasu pracy aż o roboczy 1 dzień?

Na początek ważne zastrzeżenia:

  • Wszystko, co piszę poniżej odnosi się do pracy na etacie w takich profesjach, jak: sprzedawca, konsultant, ekspert ds. wizerunku, szkoleniowiec itp. Czyli głównie tam, gdzie rusza się przeważnie głową (funkcjonowanie innych kończyn często ogranicza się do spaceru do kuchni po uzupełnienie napojów kofeinowych).
  • Pomysły dotyczą zdrowej sytuacji w pracy – tzn. jesteś w stanie zakończyć większość/wszystkie zadania w normalnym czasie pracy. Jeżeli dzień w dzień przesiadujesz po godzinach, lepiej nie czytaj dalej. Szkoda nerwów.
  • Masz pewną autonomię w doborze i planowaniu zadań.

Żeby było jasne, nie twierdzę, że praca przez 5 dni w tygodniu jest czymś złym. Tak samo, jak praca przez 6, 7 lub 3 dni. Lubię pracować. Nie jestem leniwy. Uwielbiam działać produktywnie.

Jednocześnie staram się dążyć do większej wolności (osobistej i ekonomicznej), a konieczność pracy dokładnie – lub przynajmniej – przez 5 dni jest czymś, co ją ogranicza. Po prostu chciałbym mieć wybór, w jakich godzinach i jak intensywnie pracuję.

W tym miejscu mógłbyś oczywiście powiedzieć: „Zostań swoim własnym szefem. Załóż dobrze prosperujący biznes. Będziesz decydować dowoli”.

To po części racja, ale na tym etapie życia tego typu rady się nie mają do mnie odniesienia. Pracuję na etacie. Z różnych względów nie prędko zapowiada się na zmianę.

Z resztą poznałem sporo freelancerów i przedsiębiorców, którzy pracują dłużej i intensywniej niż od pracowników etatowych. Świadomość, że są odpowiedzialni za poziom własnego wynagrodzenia oraz za los swoich pracowników, sprawia, że 8h dziennie to dla nich stanowczo za mało.

A zatem jakie mam opcje? Do głowy przychodzą mi trzy sposoby:

#1: Negocjuję ze swoim pracodawcą 4-dniowy tydzień pracy

Czyli z pełnego etatu przechodzę na 4/5 etatu.

Nie martwię się o potencjalne negocjacje. Jestem głęboko przekonany o tym, że cenionego pracownika pracodawca będzie chciał zatrzymać za wszelką cenę.

Lepiej jest w takiej sytuacji przerobić model funkcjonowania zespołu niż łatać dziurę po kimś wnoszącym naprawdę dużo wartości (i generującym zyski). Nie dzisiaj, gdy w wielu branżach mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Skąd mam tę pewność? Doświadczyłem tego na swojej skórze 😉

Oczywiście taka zmiana najpewniej odbiłaby się na moim portfelu. W tym przypadku -20%.

#2: Zostawiam na piątek rzeczy najprzyjemniejsze

Czyli przez cztery dni pracuję nad najważniejszymi projektami, ustawiam też wtedy wszystkie spotkania. A ostatniego dnia roboczego poświęcam się całkowicie zadaniom, które dają mi najwięcej radochy, np.:

  • lektury książek i artykułów branżowych
  • review projektów i planowanie następnego tygodnia pracy, rozłożenie obowiązków w zespole, zaplanowanie kolejnych spotkań
  • podliczenie ile zysku wygenerowała praca mojego zespołu
  • spotkania, lunche, kawy z ludźmi, których lubię, cenię, od których mogę się czegoś nauczyć

Tego dnia nie wykonuję zadań stricte operacyjnych. Staram się nie umawiać na spotkania i odbierać telefonów. Wyjątkiem są oczywiście sprawy pilne, które zawsze mogą wystąpić.

#3: Nie tracę czasu na bzdety i ściskam godziny pracy

Czyli włączam do działania prostą matematykę.

Jeśli w tygodniu pracuję standardowo 40 godzin, to czy mógłbym wygenerować dodatkowe 1.5-2h dziennie? Jest to możliwe pod warunkiem, że:

  1. Faktycznie zostanę w pracy te 2h dłużej – mogę się wówczas umówić z pracodawcą na taki zadaniowy system pracy. Nie przechodzę na zmniejszony etat, zarabiam normalną pensję, a piątki mam wolne.
  2. Lub nie tracę czasu na bzdety, tylko pracuję tak intensywnie, ile dała fabryka. Celem jest odzyskanie ok 1.5h dziennie. To powinno dać mi 6 godzin, a więc mniej więcej tyle, ile wcześniej potrzebowałem na FAKTYCZNĄ pracę jednego dnia.

Nie jest żadną tajemnicą, że pracownicy biurowi nie wykorzystują w pełni swojego czasu. Śmiem twierdzić, że przy dość wydajnej pracy jedynie 75% czasu można uznać za efektywnie przepracowany. Reszta mija na rozmowach towarzyskich, przygotowaniu kawy, papierosach, prywatnych rozmowach telefonicznych, czytaniu newsów itp.

Nie wierzysz? Spróbuj nawet przez 1 dzień odnotowywać każdą najmniejszą rzecz (nawet wyjścia do toalety) i czas na nią poświęcony. Obiecuję, będziesz zaskoczony!

Przepis, który poniżej proponuje, może Ci się wydawać dość hardkorowy i wymaga żelaznej dyscypliny. Szczerze mówiąc, taki jest, bo kilka razy go już na sobie przetrenowałem:

  1. Ograniczam spożywanie napojów kuchennych. Na biurku stoi dzbanek z wodą.
  2. Wyjścia na lunche zamieniam na kanapki, które wcześniej zostały przygotowane w domu.
  3. Nie włączam się w rozmowy towarzyskie niezwiązane z wykonywaną właśnie pracą.
  4. Nie czytam newsów z kraju i ze świata (o ile nie jest to związane z wykonywaną pracą).
  5. Nie wchodzę na media społecznościowe.
  6. Nie odbieram telefonów prywatnych, o ile nie są to pilne sprawy. Uprzedzam domowników, żeby dzwonili do mnie tylko w wyjątkowych sprawach. Normalnie odczytam wszystkie SMSy po pracy.
  7. Planuję dokładnie swój czas – godzina po godzinie. Skupiam się na priorytetach.

Brzmi mało zachęcająco? Za pewne tak, ale da się przeżyć! Oczywiście możesz powiedzieć, że takie podejście jest oderwane od rzeczywistości. Przecież trzeba zrobić sobie przerwę na normalny, ciepły posiłek. Trzeba się do kogoś odezwać. Trzeba też zrobić sobie przerwy, żeby umysł mógł wypocząć.

I pewnie masz rację. Pytanie tylko czy zależy Ci na komfortowej pracy? Czy na wolnym dniu?

Kiedy nie będę się stosować do takiego podejścia? Gdy jestem w trakcie realizacji bardzo złożonego, wymagającego projektu.

Podsumowując:

  • Redukcja etatu rozwiązałaby problem na stałe. Ale z różnych przyczyn ta metoda nie wchodzi obecnie w grę.
  • Przełożenie „przyjemnych obowiązków” na piątek. Brzmi dobrze w teorii i nawet pokuszę się o drobny eksperyment. Wyjątkiem będą stanowić te tygodnie, w których na piątek będę mieć już zaplanowane spotkania.
  • Zostanie 2h dłużej dziennie w biurze nie jest do pogodzenia z życiem prywatnym. Po pracy chce wrócić do rodziny i pobawić się z dziećmi.
  • Intensywna praca przez 7h jest całkiem realną opcją przy wprowadzeniu dużej dyscypliny i zajmowania się najbardziej wymagającymi zadaniami w swoich złotych godzinach.
Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.

  • Prognet P.

    Pytanie tylko czy praca 4 dni w tygodniu na wyższych obrotach nie będzie w dłuższej perspektywie czasowej bardziej męcząca niż 5 dni w tygodniu na niższych obrotach. Przerwy w pracy też są bardzo potrzebne – np technika Pomodoro.
    W moim przypadku (mam to szczęście pracy zdalnej) – po około 5-6h zawsze robię dłuższą przerwę. I jest to albo trening albo spacer albo leżenie na łóżku 😉 Wg mnie ludzie nie doceniają jak wielkie znaczenie dla produktywności (a właściwie to kreatywności) ma odpowiedni odpoczynek.
    No właśnie, bo bycie produktywnym kojarzy mi się z byciem robotem, a bycie kreatywnym z człowiekiem sypiącym pomysłami. To pierwsze coraz bardziej będzie zastępowane przez rozwiązania bazujące na automatyzacji, sztucznej inteligencji etc. To drugie ciągle będzie w cenie 😉

    • Słuszny punkt z kreatywnością. Sądzę natomiast, że w tym przypadku duże znaczenie odgrywają również podejście do pracy, pasja, zdolności, predyspozycje. Czasami wręcz trzeba zasiać ziarnko z problemem w głowie i zająć się czymś innym, aby to ziarnko sobie spokojnie kiełkowało. Przerwy oczywiście są potrzebne, ale nie można przeginać w drugą stronę. Niestety odczucie mijającego czasu wolnego jest znacznie różne od tego przy pracy (zależy też czy wejdziemy w tryb flow). Dzięki za komentarz! Zazdroszczę pracy zdalnej 🙂