Dlaczego rezygnuję z kawy i (prawdopodobnie) wyjdzie mi to na dobre?

Czy wyobrażasz sobie życie bez kawy? Czy jesteś w stanie bez niej egzystować? Rozbudzić się rano? Pracować efektywnie, gdy przychodzi popołudniowy kryzys energetyczny?

Ja zamierzam się właśnie o tym przekonać. Dzisiaj, czyli 23 listopada 2016 r., wchodzi w życie moje nowe postanowienie – wykluczam kawę ze swojego codziennego jadłospisu na 127 dni, a kto wie – być może już na zawsze.

Co skłoniło mnie do tak zdawałoby się radykalnego kroku?

Przecież kawa jest pyszna (to prawda), wspaniale pachnie (prawda!), ratuje życie, gdy chwiejemy się na nogach ze zmęczenia (prawda… no powiedzmy), jest nieodłącznym kompanem bardzo sympatycznych spotkań (prawda to!).

W sieci można znaleźć wiele artykułów wymieniających szkodliwe efekty długotrwało picia tego boskiego trunku.

Ale nie będę ich przytaczać, bo to jest po prostu bezsensowne. Większość tzw. artykułów nie przytacza konkretnych badań naukowych, tylko przytacza często powielane informacje. Kiedy szukasz empirycznych dowodów, okazuje się, że jedno badanie jest podważane przez dwa inne.

Przeciwnicy boksują się ze zwolennikami i tak naprawdę nie wiadomo, na ile szkodliwe lub korzystne jest picie kawy.

Dla przykładu, z jednej strony słyszymy, że nadmiar kofeiny może doprowadzić do zawału serca, a za chwile w sieci pojawia się artykuł z nagłówkiem „kawa wydłuża życie”…

Dlatego wymienię jedynie główne powody, pod którymi jestem w stanie się podpisać i których doświadczam osobiście:

  1. Kawa mnie uzależniła. I to jest tak naprawdę najważniejszy powód. Traktuję kofeinę jako wspomagacz, pomimo iż nie zawsze na mnie działa. Spożywam niemal codziennie jakieś trzy kubki kawy z mlekiem. Czasami zupełnie bez wyraźnej potrzeby. W weekend potrafię wypić kawę, po czym za chwilę mam ochotę uciąć sobie drzemkę.
  2. Mam zjazdy energetyczne. Kawa potrafi na chwilę pomóc, ale po jakimś czasie doświadczam kolejnego spadku siły. Bez kawy mój poziom energii jest na bardziej stabilnym poziomie. Wiem, bo już to przerabiałem.
  3. Kawa mnie nasyca, w efekcie czego m.in. spożywam mniej wody. Wiem, że powinienem to lepiej kontrolować, ale będąc mocno skoncentrowanym na pracy i po wypiciu kawy, po prostu nie odczuwam pragnienia.
  4. Niekiedy na skutek picia kawy występują u mnie „sensacje żołądkowe”. Bez dodatkowego komentarza…
  5. Jakby nie było, jest to dodatkowy wydatek 😉 W pracy kawa jest darmowa, ale kapsułki Nespresso (what else…) do domu lub filiżanka dobrego capuccino na mieście już swoje kosztują.

Jeśli nie kawa, to co?

Wiem, że kawa nie jest niezbędna do życia. Pierwszą próbę ograniczenia kofeiny testowałem już kilka miesięcy temu. Odstawiłem kawę na 2 tygodnie i notowałem jak zmienia się mój poziom energii. Eksperyment zestawiłem z danymi kontrolnymi (2 tygodnie przed).

Najważniejszy wniosek był taki, że bez kawy (ale jednocześnie pijąc dużo wody) działam na bardziej stabilnym poziomie energii. Nie doświadczam aż tak głębokich zjazdów.

Po odstawieniu kawy będę ją kompensował:

  1. Odpowiednią dawką snu.
  2. Dobrą, zieloną herbatą – w sytuacjach naprawdę krytycznych. Planuję też spróbować Yerba Matte
  3. Dużą ilością wody – szczególnie z cytryną.
  4. Cały proces wykluczenia kawy zamierzam rejestrować przy użyciu tabeli, z której korzystałem już przy okazji mojego poprzedniego eksperymentu.

Ten eksperyment – podobnie jak moje inne postanowienia – podzielony jest na trzy etapy: 7, 30 i 90 dni. Po każdym z nich przyznaję sobie odpowiednią nagrodę, która zmotywuje mnie do dalszego wysiłku. Więcej o moich wyzwaniach możesz poczytać tutaj.

Trzymaj za mnie proszę kciuki. Będę za to ogromnie wdzięczny!

P.S. Równolegle z kawą odstawiam słodycze. Szykuje się bardzo ciekawy okres 🙂

Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.