Czy można przeżyć bez kawy? Jak jej brak wpływa na wydajność?

Uwielbiam kawę. Nie tylko jej smak, ale również cały rytuał zaparzania, pogaduszki w kuchni, a następnie delektowanie się smakiem choćby przy świetle monitora. Kawa, pomimo swoich walorów, ma również swoją „małą czarną” stronę. Potrafi mnie uzależnić do stopnia, w którym nie potrafię przepracować dnia bez przynajmniej dwóch-trzech cappuccinno lub espresso. Postanowiłem zatem przetestować swoją wytrzymałość i sprawdzić, w jaki sposób rezygnacja z kawy wpłynie na moją wydajność podczas pracy.

Na detoks od kawy dałem sobie przynajmniej 10 dni roboczych (dwa tygodnie kalendarzowe). Założyłem również, że kawy nie ruszam nawet w weekendy i podczas spotkań towarzyskich. Czyli całkowite odstawienie. Ograniczyłem także picie czarnej herbaty, w zasadzie do 1-2 kubków dziennie. W zamian wprowadziłem wodę. Codziennie rano w biurowej kuchni zamiast operować przy ekspresie, przygotowywałem sobie pełny dzbanek z wodą i pokrojoną w plastry połową cytryny – łącznie ok. 1.5 litra. Bywały dni, kiedy starczał mi jeden dzbanek, innym razem wypijałem nawet i dwa.

Eksperyment odstawienia kawy zacząłem dokładnie 4 maja, a zakończyłem go 16 dni później. Cały eksperyment się udał – w tym sensie, że wytrzymałem na pełnym dystansie 🙂

Do zbadania mojego poziomu wydajności wykorzystałem prostą tabelę, którą zaprezentowałem już wcześniej podczas odkrywania swoich najbardziej wydajnych godzin. Dla przypomnienia, w tamtym czasie co godzinę mierzyłem swój poziom energii (wg subiektywnego odczucia) w skali 1-5, gdzie przy 1 mogłem w zasadzie położyć się spać, a przy 5 byłem niesamowicie nabuzowany. Tabela na zakończenie tamtego eksperymentu przedstawiała się następująco:

Tabelka z pierwszego eksperymentu

Osiągnąłem wówczas średnią 3,16, a moje najefektywniejsze godziny przebiegały między 10 a 12.

W jaki sposób zakończył się eksperyment bez kawy?

Zobaczmy:

Eksperyment z odstawieniem kawy

Całkiem nieźle 🙂 Średnia z 11 dni roboczych wyniosła 3,29. Niby nieznacznie wyżej od poprzedniego wyniku, lecz mimo tę zwyżkę mocno odczułem na swojej skórze. Gdyby odjąć trzy najniższe wyniki, średnia wyniosłaby całe 3,44! Co się stało w te trzy felerne dni?

4 maja – efekt odstawienia. Czułem się strasznie senny, bolała mnie głowa. Następnego dnia było już lepiej, a później w zasadzie przestałem odczuwać jakiekolwiek negatywne efekty związane z brakiem dopływu kofeiny.

12 maja – tego dnia wstałem dość wcześnie, o 5 rano. Obudził mnie mój mały synek 🙂

17 maja – celowo zarwałem noc z 16 na 17-ego. Zbliżał się termin konferencji, za której organizację byłem odpowiedzialny. Chciałem nadgonić z pewnymi rzeczami, aby w dniu montażu (18.05) i podczas samego eventu skupić się całkowicie na najważniejszej pracy.

Eksperyment z odstawieniem kawy - wykres

Patrząc na powyższy wykres widać, że moje najlepsze godziny w dalszym ciągu przebiegają między 10 a 12.

Co ciekawe, w okresie eksperymentu zacząłem się lepiej wysypiać. Nie mam całkowitej pewności czy to był wpływ odstawienia kawy, ale faktycznie po przebudzeniu czułem się bardziej wypoczęty, co dość wyraźnie obrazuje wykres oraz dość wysokie wskaźniki energii w godzinach 8 i 9 rano. Niestety o 8 jestem w drodze do pracy, zatem tego czasu nie jestem w stanie wykorzystać aż tak efektywnie… Co nie znaczy, że jestem bezczynny 🙂

Drugą ciekawą obserwacją jest brak tak dramatycznego spadku energii po godz. 17:00. Owszem, czułem się zmęczony po intensywnym dniu pracy, ale nie na tyle, żeby padać z nóg…

Czy warto zatem odstawić kawę?

Cały eksperyment był dla mnie dość ryzykowny, ponieważ przeprowadzałem go w bardzo gorącym dla mnie okresem przed realizacją dużej konferencji branżowej dla swojego klienta. Praca w tym czasie była dość intensywna, dlatego nie mogłem sobie za bardzo pozwolić na przestoje i słabą wydajność. Na szczęście praca bez kawy szła mi wyjątkowo dobrze i poza pierwszymi dwoma dniami do końca eksperymentu trzymałem dość dobry poziom efektywności.

Bardzo ciekawie przedstawia się porównanie wykresów przed eksperymentem (gdzie normalnie piłem kawę) i po odstawieniu kawy.

Wyraźnie widać, że przesunąłem swoje najefektywniejsze godziny do tyłu.

Bez kawy nie miałem też tej zwyżki energii między 14:30 a 16:00. W zamian jednak, jak pisałem już wcześniej, czułem się znacznie lepiej bezpośrednio po pracy.

Pozwólcie, że uchylę się od prostej odpowiedzi, czy lepiej nie pić kawy. Osobiście uwielbiam jej smak, chyba najbardziej spośród wszystkich ciepłych napojów, i choćby z tego względu nie zdecydowałem się na jej całkowite porzucenie. Cały okres niespożywania kawy uzmysłowił mi, że zdecydowanie lepsze efekty można osiągnąć, pracując nad długością i jakością swojego snu. Dlatego właśnie mój kolejny eksperyment będzie związany z tym kierunkiem 🙂 Więcej szczegółów niebawem. Nie bez znaczenia było też na pewno picie dużej ilości wody.

Na zakończenie jestem bardzo ciekaw, czy Ty wyobrażasz sobie życie bez kawy? Czy byłbyś w stanie z niej zrezygnować, żeby podnieść poziom swojej wydajności? A może nie pijesz kawy? Co w takim razie daje Ci kopa na cały dzień?

Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.