64 dni bez kawy i słodyczy – co się (nie)zmieniło?

Dokładnie 23 listopada całkowicie odstawiłem słodycze i kawę. Dzisiaj po 64 dniach mogę Tobie (oraz sobie) szczerze odpowiedzieć, czy było warto. I w jaki sposób brak kofeiny oraz słodyczy wpłynął na moje codzienne funkcjonowanie.

Wielu znajomych i bliskich mówiło mi, że postępuję dość radykalnie. Swoją decyzję dość szczegółowo uzasadniłem w poście pt. „Dlaczego rezygnuję z kawy i (prawdopodobnie) wyjdzie mi to na dobre”. W skrócie, chodziło mi o:

  • walkę z uzależnieniem od kofeiny
  • radzenie sobie z nagłym spadkiem energii w ciągu dnia
  • częstsze picie wody
  • dolegliwości żołądkowe
  • oszczędności

Może Cię zaskoczę, ale brak kawy i słodyczy nie wywołał jakiś ogromnych zmian w moim codziennym funkcjonowaniu. Nie tryskam większą energią i entuzjazmem, nie czuję się specjalnie inaczej. Można by powiedzieć, że wszystko po staremu. Zmiany są za to zauważalne w innych obszarach mojego życia. Ale za nim o tym, zacznijmy…

Od samego początku…

Początku, który był bardzo obiecujący. Przede wszystkim nie doświadczyłem jakiegoś silnego odstawienia kofeiny. Przez pierwsze 2-3 dni chodziłem nieco śnięty i struty, ale nie było to uczucie, z którym nie potrafiłbym sobie poradzić.

Gorzej było ze słodyczami. W pierwszych dniach musiałem mocno się kontrolować, żeby nie sięgnąć po kawałek czekoladki lub cukierka. Kilka razy złapałem się na tym, że wchodząc do kuchni, otwierałem szafkę z łakociami. Zupełnie odruchowo i bez wyraźnego celu.

Szczęśliwie pierwsze dni głodu cukrowego przetrwałem dzięki owocom. Moją codzienną dietę wzbogaciły jabłka, banany, grejpfruty, mandarynki, pomarańcze. Mniam! 🙂

Pierwszy miesiąc odwyku przeszedł zatem dość gładko. Byłem z siebie bardzo dumny, że konsekwentnie odmawiałem ciast i serników na wszelkich uroczystościach rodzinnych, których w grudniu w moim przypadku występuje najwięcej.

Kryzys pojawił się po 30 dniach

Po owych magicznych 30 dniach, które psycholodzy wskazują jako granicę ukształtowania się nowego nawyku, gdy regularnie powtarzamy daną czynność. Ze słodyczami najwidoczniej tak to nie działa. Gdzieś zasłyszałem (ale już nie pamiętam dokładnie), że aby organizm odzwyczaił się od cukru, potrzebne jest minimum 100 dni… 100 DNI!

Pierwszy poważniejszy kryzys przypadł więc na Święta Bożego Narodzenia, podczas których na moim stole rodzinnym nie brakuje pysznych serników z białą czekoladą, orzechowców i ciasta drożdżowego (mmmm….).

Musiałem obejść się ze smakiem. Ale wytrzymałem 🙂

Kryzys nie mija

Żeby było ciekawiej po kilkudziesięciu dniach odstawiłem również teinę. Na samym początku rekompensowałem sobie brak kawy zieloną herbatą.

Od jakiś trzech tygodni moimi podstawowym płynami są jednak woda oraz kawa zbożowa inka (na początku piłem ją pół na pół z mlekiem, obecnie tylko z wodą). Skąd dalszy, bardziej radykalny krok? Działanie teiny jest podobne do kofeiny, więc jeśli chcę się prawdziwie oczyścić, trzeba polecieć po całości.

Odstawiłem też w większości cukier. Poza tym, że nie spożywam żadnych słodyczy (czekolady, ciastek, słodkich bułek, słodzonych napojów) przestałem słodzić herbaty i kawę zbożową. Po kilkudziesięciu dniach detoksu od czekolady z cukrem było mi zdecydowanie łatwiej.

Życie po 64 dniach

Może to postępujący kryzys, ale nie czuję się specjalnie szczęśliwy bez kawy i słodyczy. W dalszym ciągu mam na nie ochotę. Wydaje mi się, że za tą potrzebą stoi przede wszystkim psychika niż faktyczne zapotrzebowanie organizmu akurat na te składniki pokarmowe. Ale mimo wszystko odczuwam głód psychiczny.

Fizyczny również. Niesamowicie wyostrzył mi się apetyt. Znacznie szybciej odczuwam głód, pomimo iż zjadam niemal dwa razy więcej posiłków. Bardzo często, nawet po obfitym posiłku czuję się nienasycony. Żona nie nadąża z produkcją kanapek do pracy 🙂 Ciągle mi czegoś brakuje, pomimo urozmaiconej diety i owoców. Przy okazji przerzuciłem się na ciemne pieczywo (żytnie i razowe).

Co ciekawe, moja waga wcale nie rośnie, a wręcz przeciwnie 🙂 Schudłem jakieś 1.5kg i delikatnie zmniejszył mi się obwód brzucha. To bardzo ciekawe doświadczenie – jeść więcej i chudnąć jednocześnie. Najbliżsi mówią, że zmizerniałem…

Piję jednocześnie więcej wody, która stała się moim standardowym płynem. To akurat dobrze – taki był cel od samego początku. W połączeniu z mikronawykiem jednego łyku co godzinę jestem w stanie spożyć kilka szklanek wody, tylko podczas samej pracy w biurze.

Czy odwyk od cukru i kofeiny wpływa pozytywnie na mój poziom energii? I tu muszę odnotować największe rozczarowanie – pod tym względem niewiele się zmieniło… 🙁

Po co się dalej męczyć?

Skoro teoretycznie jest tak źle, to dlaczego chce kontynuować swój post słodyczowo-kofeinowy?

To prawda, że na codzień nie jest mi łatwo. Często rozmyślam o tym, jak to wspaniale będzie zjeść coś słodkiego i napić się kawy po 127 dniach, czyli gdzieś w okolicach moich 34 urodzin 🙂

Z drugiej strony z dnia na dzień wzmacnia się moja motywacja, silna wola i wiara w lepszą przyszłość.

Pozytywny wpływ doświadczam właśnie w takich momentach, jak teraz, gdy przelewam swoje myśli na ekran i poddaje się głębszej refleksji. Gdy patrzę na ten cały okres ze znacznie większego poziomu, a nie jedynie z perspektywy codziennych bolączek.

Obserwuję jak zwiększa się moja cierpliwość i wytrzymałość.

Zaczynam bardziej doceniać samą podróż, a nie sam odcinek końcowy. Coraz mocniej wierzę w to, że skoro jeden długofalowy cel jest możliwy do osiągnięcia, z innymi również sobie poradzę.

Wygląda na to, że czasami trzeba odebrać sobie coś cennego lub coś co sprawia nam przyjemność, żeby odkryć przed sobą nowe możliwości.

Potocznie mówi się o wyjściu ze strefy komfortu 😉

Share this:

Niestrudzenie dążę do rozwoju, zwiększania swoich umiejętności i bycia lepszym człowiekiem. Piszę swojego bloga. Nagrywam vlogi. Uczę się programowania. Pracuję w PR i marketingu. Jestem wielbicielem skreślania zadań ze swoich list to-do.

  • Prognet P.

    Jest skuteczny (ale nie każdemu pasuje) sposób żeby ochota na cukier przeszła całkowicie – dieta wysokotłuszczowa, jeśli organizm przestawi się na korzystanie głównie z kwasów tłuszczowych, to cukru nie będzie już się domagał. Sam cukru, słodyczy etc nie spożywam od kilku lat, po prostu nie potrzebuję. I bardzo sobie chwalę. Kawę ciągle piję (bulletproof coffee – bo taka daje długą stabilną energię), oczywiście utrzymuję pewną „higienę picia kawy” tj. maksymalnie raz dziennie, tylko w dni pracujące, co jakiś czas przerwa na 2-3 tygodnie (żeby receptory się wyczyściły). Póki co traktuję kofeinę jako narzędzie, a nie jako zło.

    Btw, przyczepię się do jednej rzeczy:
    „Szczęśliwie pierwsze dni głodu cukrowego przetrwałem dzięki owocom.”
    Większość owoców ma dużo cukru 😉

    • Hej, z tym cukrem, to nie do końca chyba tak. Nie jestem specjalistą, ale z tego co się orientuję to w owocach jest zawarta fruktoza, która rozkłada się nieco wolniej i inaczej jest wchłaniana przez organizm. Na razie nie odważę się wycofać całkowicie owoców 🙂

      Kawę bulletproof zamierzam wypróbować za te ponad dwa miesiące. Jestem bardzo ciekaw jej działania.

      Co do Twojej diety, na czym konkretnie ona polega? W zeszłym roku testowałem paleo, w której założeniach organizm też ma konwertować tłuszcze na cukier, ale w moim przypadku nie zdało to egzaminu.

      • Prognet P.

        W owocach jest i glukoza i fruktoza. Sacharoza (czyli ten cukier do herbaty) to jest dwucukier składający się właśnie z glukozy i fruktozy połączony jakimś tam wiązaniem. Więc od tej strony szybciej wchłania się glukoza / fruktoza. Różnica jest taka, że w owocach jest też błonnik i inne substancje które spowalniają cały proces, więc ostatecznie będzie się on wchłaniał bardziej powoli.

        O tym dlaczego nadmiar fruktozy jest szkodliwy jest wiele badań. Takie szybkie podsumowanie można przeczytać np tutaj:
        http://paleoleap.com/10-reasons-why-fructose-is-bad/
        Nie żebym jakoś demonizował owoce, po prostu uważam, że nie ma co z nimi przesadzać, bo nie są „takie zdrowie” jak się wielu osobom wydaje.

        U mnie kawa bulletproof = około 6h stabilnej, wysokiej energii i skupienia, brak uczucia głodu czy znużenia

        Moja dietę można chyba wsadzić do szufladki pod tytułem LCHF Paleo (Low carb High Fat). W skrócie: większość kalorii pochodzi z tłuszczu; staram się jeść prawdziwe jedzenie (czyli takie które istniało 100 lat temu); oraz nie jadam takich grup pokarmów jak większość zbóż, nabiał (oprócz masła), większość strączków (czyli też np orzechy arachidowe). Dbam również o dobre źródła szczególnie mięsa (choć to jest często trudne bo trzeba się nakombinować i nie zawsze się ma 100% pewność).
        Węglowodanów mam od około 50 do 100g dziennie. Nie jest to więc jeszcze dieta ketogeniczna, ale wkrótce zamierzam i jej spróbować na dłuższy okres (kiedyś już na niej bylem przez moment). Główne źródła tłuszczu: olej kokosowy, masło, awokado, tłuste mięso, trochę oliwy z oliwek, trochę niektórych orzechów.

        • Wow. Rozwaliłeś mnie 🙂 Opis twojej diety od razu skojarzył mi się z Paleo. Ja przy tym wymiękłem rok temu. Owoców z kolei nie zjadam jakoś specjalnie dużo – 1-2 owoce na dzień.